Nowy pracownik działu finansowego otrzymuje e-mail od stałego dostawcy z informacją o „pilnej

Nowy pracownik działu finansowego otrzymuje e-mail od stałego dostawcy z informacją o „pilnej


Nowy pracownik działu finansowego otrzymuje e-mail od stałego dostawcy z informacją o „pilnej zmianie numeru rachunku do najbliższej płatności”. Wiadomość wygląda wiarygodnie: poprawna stopka, wcześniejsza korespondencja w wątku, właściwe nazwiska. Firma działa ostrożnie, ma antywirusa i regularnie szkoli z phishingu, więc przelew zostaje zlecony. Dopiero po kilku dniach okazuje się, że pieniądze trafiły do cyberprzestępców.

Problem polega na tym, że wiele firm nadal opiera bezpieczeństwo na „ocenie zdroworozsądkowej” pracownika. To za mało. W praktyce coraz częściej dochodzi do przejęcia skrzynki e-mail kontrahenta albo podszycia się pod niego w realnym wątku korespondencji. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda poprawnie, dlatego błąd jest nieintuicyjny i łatwy do popełnienia nawet przez doświadczony zespół.

Konsekwencje nie kończą się na utracie środków. Dochodzi ryzyko zakłócenia płynności, sporów z kontrahentem, problemów dowodowych, a czasem także obowiązków związanych z incydentem bezpieczeństwa i ochroną danych. W części organizacji taki incydent uruchamia również odpowiedzialność zarządczą i potrzebę wykazania, czy procedury były adekwatne.

Praktyczne rozwiązanie jest proste, ale musi być wdrożone systemowo. Zmiana rachunku bankowego powinna zawsze wymagać niezależnej weryfikacji innym kanałem, np. telefonicznie do znanej osoby po numerze z wewnętrznej bazy, a nie z maila. Warto też wprowadzić zasadę podwójnej autoryzacji płatności, procedurę zgłaszania podejrzanych wiadomości, MFA do skrzynek pocztowych oraz regularne testy scenariuszy BEC. Cyberbezpieczeństwo nie zaczyna się od technologii, tylko od procesu. 🔐

Jeśli chcesz sprawdzić, czy w Twojej firmie procedury płatności i komunikacji naprawdę ograniczają ryzyko cyberincydentu, skontaktuj się z nami przez naszą stronę — link znajdziesz w komentarzu.